LODOWA ROZGRYWKA

 

czyli z Gjoa Haven do Cieśniny Bellota

Każdy kto planuje podróż,a już z pewnością wyprawę w odległe rejony powinien wiedzieć ,że o sukcesie wyjazdu decyduje nie tylko dobry plan i szeroko rozumiane przygotowanie, ale przede wszystkim perfekcyjna realizacja i jak zawsze trochę szczęścia. Zwracanie bacznej uwagi na największe niebezpieczeństwa czekające na trasie i najtrudniejsze momenty ekspedycji to podstawy sukcesu.

W naszym przypadku kluczem do potencjalnego sukcesu były dobre warunki lodowe, a najtrudniejszym miejscem które mieliśmy pokonać na całej trasie była Cieśnina Bellota. Ten wąski pasek wody przecinający prostopadle półwysep Boothia i rozdzielający przynajmniej umownie Pacyfik z Atlantykiem spędzał nam sen z powiek od dłuższego czasu. Brak możliwości przepłynięcia przez cieśninę, co zdarza się dość często, a jest spowodowane notorycznym zalodzeniem, zniweczyłoby nasze plany przejścia Northwest Passage w tym roku i tym samym zmusiłoby do powrotu i pozostawienia jachtu w jednej z mijanych innuickich osad. Takiego scenariusza baliśmy się najbardziej.

Wychodząc z Gjoa Haven bardzo dokładnie studiowaliśmy mapy lodowe i GRIBA czyli graficzną prognozę pogody na najbliższe dni, bowiem od pokonania tego odcinka, zależało powodzenie całej naszej wyprawy. Wprawdzie najwięcej studiował te dane kapitan, ale trzeba mu przyznać ,że w przeciwieństwie do wielu innych, a znanych mi kapitanów jachtowych strzegących „ tajemną wiedzę nawigowania” Rysiek bez najmniejszego problemu tłumaczył i udostępniał ściągane przez internet mapy lodowe i prognozy. Jest to nie bez znaczenia. Inaczej bowiem, żegluje załoga świadoma gdzie jest, jakie są niebezpieczeństwa i jaki jest dokładny plan, a inaczej grupa żeglarzy, którzy nieświadomi niebezpieczeństw i bez umiejętności dają się beztrosko wieźć„zaufanemu” kapitanowi. Tak się bardzo często dzieje ,szczególnie w rejsach czarterowych gdzie wynajmujemy kapitana, a sami skupiamy się na wypoczynku i zabawie. Oczywiście w wypadku takiej wyprawy jak nasza, taka sytuacja nie wchodziła w rachubę. Wszyscy jesteśmy doświadczonymi żeglarzami opływanymi w różnych rejonach świata i na różnych jachtach, ale jak mówi stare przysłowie „Nauki nigdy nie za dużo” Dzięki takiemu podejściu do sprawy wszyscy interesujemy się żeglugą i każdy indywidualnie ją analizuje i ocenia.

Na trasę z Gjoa Haven do cieśniny Bellota plan mieliśmy następujący. Po opuszczeniu kotwicowiska położonego na południowo-wschodnim wybrzeżu Wyspy Króla Williama żeglować na północ, blisko jej wschodnich wybrzeży, aż do cieśniny Jamesa Rossa.

Dalej na północny zachód cieśniną Rossa aby w końcu skręcić na północ już w kierunku wejścia do cieśniny Bellota . Wiedzieliśmy z prognoz że będzie pod wiatr ,ale nie tak silny, żeby nie można było płynąć .Doświadczenie w takiej żegludze zdobyliśmy przecież pod Pt Barrow gdzie 11 dni halsowaliśmy pod wiatr i prąd. Świeży północno-wschodni wiatr o sile 3-5 stopni w skali Beauforta, miał wiać zgodnie z prognozą jeszcze przez 3-4 dni, co z jednej strony było” w mordę”, ale z drugiej bardzo nam pasowało. Taki wiatr i na to liczyliśmy najbardziej, powinien odsunąć pola lodowe od południowych i zachodnich wybrzeży półwyspu Boothia ,wzdłuż którego chcieliśmy płynąć. Idąc tym tropem,mozolnie zdobywaliśmy mile płynąc na północ i licząc na wolny od lodu pasek wody u wybrzeży Boothia Penissula. Jak się okazało, natura spłatała nam figla. Żeglując na foku i silniku zdobywaliśmy kolejne mile niemniej temperatura wody za burtą systematycznie malała. Dla żeglujących po takich rubieżach świata to sygnał zbliżania się do lodu. Tak też się niebawem stało. Najpierw daleko hen na horyzoncie pojawiła się srebrzysta poświata odbijającego się od lustra wody lodu .Potem obraz zmienił się w cieniutki śnieżnobiały biały pasek między wodą, a niebem, aż w końcu na horyzoncie pojawiły się długie jak okiem sięgnąć pasy lodowych barier ,a przed dziobem zwarte ale jeszcze do pokonania lodowe pola. Im bliżej barier tym więcej lodu, a pola bardziej zbite i wybudowane niczym składowiska lodowych skał. Nie muszę chyba dodawać,że widok niecodzienny i na wszystkich z nas zrobił wrażenie.

Nauczeni zeszłorocznym doświadczeniem z przejścia Północno -Wschodniego nie spuszczaliśmy z tonu i dalej mimo złowrogo zasłoniętego przez krę i lód morza posuwaliśmy się naprzód. Na porannej wachcie kiedy „jechał” Lechu i Jurek Kuśmider, wspomagani na pokładzie obecnością kapitana ,doszło do najbardziej spektakularnego pojedynku z lodem.

Leżąc jeszcze w koi w oczekiwaniu na swoją wachtę już czułem ,że coś jest nie tak .Od ponad pół godziny, odbywały się bowiem, ostre manewry silnikiem na biegu wstecznym i przy użyciu steru strumieniowego. Dobrze wiem kiedy się tak manewruje, bo w ubiegłym roku w cieśninie Wilkickiego kręciliśmy z Ryśkiem podobne piruety uwalniając się z lodowego paku . Do dzisiaj ,na same wspomnienie po tych „przygodach”, mam mokre plecy.

Tym razem było podobnie. Kiedy wyjrzałem za okno,osłupiałem ze zdumienia. Mgła ograniczająca widoczność do ok.1oo m i gdzie nie spojrzeć zwarte pole lodowe .Nasz jacht stojący w malutkim wolnym od lodu oczku wodnym mimo manewrów we wszystkie strony i boki nie miał szans wydostać się z lodowych okowów .Byliśmy uwięzieni.

Kiedy spojrzałem na kolegów ,również wyglądających przez okienka w nadbudówce, aby zobaczyć co się stało, w ich oczach wyczytałem niepewność i jedno wspólne pytanie .

I co teraz ?

Nie powiem,że na mnie nie zrobiło to wrażenia,bo zrobiło ,ale złowrogą ciszę która wtargnęła pod pokład będę jeszcze długo pamiętał. Niech przykładem nastroju zaskoczonej załogi będzie stwierdzenie jednego z naszych kolegów, że takie żeglarstwo, to nie na jego nerwy. Napięcie panowało również na pokładzie. Wachta nawigacyjna zastygła w ruchach niczym lodowe posągi milczała ,a ja wyczuwając powagę sytuacji wyszedłem na pokład bez aparatu ,chociaż naprawdę warto było zrobić wówczas zdjęcie.

Rysiek skupiony i milczący zachował zimną krew do samego końca. Wprawdzie widać było ,że tak jak i my, on także był zaskoczony takim obrotem spraw, niemniej po dłuższej chwili i wnikliwej ocenie sytuacji stwierdził : Panowie stoimy i czekamy, prąd powinien nas uwolnić.

Słowa kapitana okazały się prorocze. Po niespełna 2 godzinach już na mojej wachcie, wolno ale skutecznie poszerzały się wolne od lodu oczka i przy użyciu bambusowych tyczek rozpoczęliśmy przepychanie w kierunku wolnej wody. Wówczas miałem czas zapytać Ryśka jak to się właściwie stało?

Oto jego relacja.” Płynąc wzdłuż zbitego pola lodowego staraliśmy się znaleźć w nim przejście w interesującym nas kierunku .Mimo usilnych starań, żadnej możliwej do przejścia lodowej bramki nie było. Mieliśmy jeszcze nadzieję, że znajdziemy ją przy nawietrznym brzegu , ale niestety również tam pełno było lodu .Gdy zdecydowaliśmy się wracać i rozpoczęliśmy żeglugę w stronę czystej wody, okazało się ,że zbite dotychczas pole lodowe pod wpływem nagłej zmiany prądu jakby „ eksplodowało” i w ciągu piętnastu minut zaczęło otaczać jacht lodowym pierścieniem. Początkowo próbowaliśmy jeszcze uciekać małymi wolnymi kanałami ,przebijając się między krami ,niemniej przyroda nie dała nam szans. Zamykające się wąskie ścieżki coraz bardziej wypełniały się lodem ,a wiedzione prądem lodowe płyty zamknęły możliwość ucieczki. Uwięzieni nie zdołaliśmy przebić się na wolną wodę. Pozostało tylko jedno – czekać na zmianę prądu.”

Oczywiście znając zasady żeglugi w lodach nie podchodzilibyśmy pod brzeg przy dociskającym wietrze, ani też nie ryzykowalibyśmy bardzo głębokim wchodzeniem w pola lodowe, niemniej aby pokonać trasę trzeba płynąć w zamierzonym kierunku. Nauczeni tym doświadczeniem z jeszcze większą uwagą śledziliśmy prądy morskie, dzięki czemu w dalszej części żeglugi udało nam się pokonać trasę z pozoru nie do pokonania. Wykorzystując metodę „skokami do przodu” pokonaliśmy 20 milowy odcinek zbitego pola lodowego oznaczonego na mapkach lodowych kolorem czerwonym tzn 50-70% zalodzenia. Co to oznacza niech świadczy fakt,że po przepłynięciu tego odcinka, żeglarze z arktycznym doświadczeniem śledzący na mapach naszą pozycję z niedowierzaniem skwitowali ten „wyczyn” sugerując użycie balonu. My, jeszcze długo będziemy wspominać ten odcinek, bowiem aby przejść taki szmat drogi w ciasnych lodach zmuszeni byliśmy płynąć nocą. Ponieważ ,kluczenie po ciemku w zbitym polu lodowym to nie najlepszy pomysł więc stanęliśmy w dryf i razem z lodowym polem daliśmy się wieźć gdzie prąd poniesie. Dobrze pamiętam tę noc, kiedy dryfując w lodowym świecie ,co jakiś czas wstrząsani byliśmy rozrywającym burtę dźwiękiem napierającej kry. Tego dźwięku się nie zapomina. Mając wachtę od 00-04 na ranem, mieliśmy z Józkiem wyjątkową okazję obserwować jak silny może być prąd i lodowa skorupa morza.

O ile odcinek w cieśninie Rossa pokazał jak niebezpieczna może być arktyczna żegluga, o tyle później ,w drodze do cieśniny Bellota, szczęście się do nas uśmiechnęło. Zgodnie z naszymi przewidywaniami ,wiejący równo z północnego wschodu silny wiatr ,odsunął pola lodowe od zachodnich wybrzeży półwyspu Boothia i to umożliwiło nam nieskrepowaną żeglugę ,aż do wejścia w Cieśninę Bellota.Dopływając do cieśniny minęliśmy po drodze parę jachtów zmierzających w przeciwnym kierunku co potwierdzało,że mapy lodowe nie kłamią i cieśnina jest do przejścia.

Tak też się stało. Wprawdzie mogłaby być lepsza pogoda i więcej słońca, aby nacieszyć oczy majestatycznymi urwiskami po obu stronach wąskiej cieśniny ,ale w sumie nie padało ,a humory na jachcie dopisywały. Mimo kluczenia pomiędzy pływającymi poletkami lodu,co po naszych wcześniejszych przejściach było proste jak przysłowiowy „sznurek w kieszeni”, osławioną cieśninę pokonaliśmy bez przeszkód, docierając na późny wieczór na kotwicowisko w Forcie Rossa u jej wylotu .Byliśmy dumni i szczęśliwi.

Po raz kolejny sprawdziło się powiedzenie, że „Marzenia trzeba mieć,ale naprawdę liczy się to czego dokonałeś”

Daniel Michalski

Jedna odpowiedź na “LODOWA ROZGRYWKA

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s