Pożegnanie Kanady

 

02 września nad ranem zakotwiczyliśmy w Pond Inlet. Jest to małe miasteczko w którym mieszka około 1600 mieszkańców. Dla nas był to ostatni port w Kanadzie a dla tych co płyną przez Northwest Passage ze wschodu na zachód był pierwszym portem, gdzie można zaliczyć odprawę graniczną. W Kanadzie potrzebna jest tylko odprawa wpłynięcia a przy wypłynięciu nie trzeba nic nikomu zgłaszać. Po prostu zredukowana biurokracja, bo i tak na pewno odpowiednie władze wszystko o nas wiedzieli i mieli „oko” co i gdzie robimy. Niewątpliwym potwierdzeniem tego był kanadyjski okręt wojenny z numerem „70” na burcie, który cały czas kręcił się w rejonie portu i patrolował wejście do cieśniny, które jest wejściem na terytorium Kanady a dla nas miejscem opuszczeniem tego kraju.

Rano po wyspaniu się napompowaliśmy ponton i po kolei ruszyliśmy na brzeg. Chętnych do wiosłowania nie brakowało. Daniel cały czas ubolewał, że na jachcie ma mało możliwości do ćwiczeń i wiosłowanie dobrze mu służy, więc nie pozbawiliśmy go tego treningu i kilka razy miał okazję przewiosłować dystans pomiędzy jachtem i brzegiem.

Na brzegu wylądowałem o godzinie 11 i okazało się, że miasteczko jeszcze śpi, jedynie informacja turystyczna Parków Narodowych była otwarta. Wszedłem do środka, oczywiście zdjąłem swoje kalosze bo takie obuwie jest konieczne do wysiadania z pontonu na brzeg. Ulice nie są utwardzone i chodzi się po piachu, albo po błocie jeżeli pada deszcz a zimą po śniegu. Z tego powodu we wszystkich publicznych budynkach jest informacja żeby zdejmować obuwie. Zwykle w wejściowej sionce są pułki na obuwie i krzesełko do siadania.

Pani w informacji powitała mnie bardzo życzliwie, interesowała się naszym rejsem, zadawała mi dużo pytań i była zdziwiona, że na tak małym jachcie jest nas aż siedmiu. W Kanadzie na jachtach tej wielkości zwykle pływają małe załogi, najczęściej pojedyncze starsze pary. Powiedziałem, że ten jacht wygląda mały bo stoi na kotwicy z dala od brzegu, ale ma on 47 stóp długości i 7 osób wygodnie mieści się. Mamy na nim wystarczający komfort, prysznic z ciepłą woda, 4 kabinki itp. Może to ją przekonało, szczególnie moja uwaga o prysznicu i słodkiej wodzie z odsalarki, praktycznie bez ograniczenia.

W informacji tej dowiedziałem się też, co i gdzie jest w miasteczku i dostałem mapkę, Niestety z Internetem, tak jak wszędzie na naszej trasie był problem. Jedyne miejsce z publicznym dostępem do Internetu było w bibliotece publiczne, którą otwierają dopiero o 13.00. Uczynna pani w informacji próbowała telefonować i sprawdzić inne miejsca gdzie ewentualnie mógłbym skorzystać z netu, ale bez skutku.

Telefony komórkowe w Pond Inlet w ogóle nie działały. W poprzednich porcikach przynajmniej widać było na telefonie jakąś sieć, ale była blokada tylko do telefonów alarmowych. Nawet mój telefon kanadyjski z Vancouver, też normalnie nie działał. Piszę to, bo wielu czytelników z Europy nie wyobraża sobie jak działają siatki telefonów komórkowych w Ameryce i innych miejscach na świecie.

Poszedłem na zwiedzanie miasteczka. Odwiedziłem szkołę podstawową w nadziei, że może pozwolą mi skorzystać z netu, ale bez skutku. W lokalnym hotelu też nic, bo drzwi wejściowe były zamknięte, prawdopodobnie obsługa pojechała odebrać gości z lotniska, bo właśnie wylądował samolot. Lotnisko w Pond Inlet ma tylko jeden mały żwirowy pas startowy. Malutki kilkunasto osobowy samolot, był jedynym na całym lotnisku. Terminal lotniskowy to też mały baraczek, bo na tak „duży” ruch nie potrzeba większego.

Po drodze porozmawiałem trochę z lokalnymi mieszkańcami, zadając im moje stałe pytanie, czy wolą zimę czy lato? Usłyszałem taką samą odpowiedz jak wszędzie w Arktyce, że wola zimę, ale jak zwykle bez konkretnego uzasadnienia. Dopiero później w bibliotece pani bibliotekarka z pochodzenia Szkotka, z którą rozmawiałem na ten temat, powiedziała, że powodem może być to, że latem do podróżowania potrzebne są łodzie z silnikami, które są droższe niż skutery śnieżne. Sezon łódkowy trwa około dwóch miesięcy i mieszkańcom nie opłaca się posiadać sprzętu pływającego a na skuterach śnieżnych mogą jeździć przez większą cześć roku.

Przed godziną 13:00 przyszedłem do bibliotek, która jeszcze była zamknięta, ale w tym samym budynku było już otwarte małe muzeum z ekspozycją o życiu lokalnej ludności ich stroje, fotografie historyczne itp. Były tam też wypchane ptaki, zwierzęta, oraz zainspirowana scenka oprawiania zabitego niedźwiedzia. Wszystko to było w niedużej salce, ale bardzo ciekawie eksponowane.

Bibliotekę z Internetem otwarto po godzinie 13:00 i wreszcie usiadłem przy komputerze. Niestety sieć była tak słaba, że jedynie mogłem otworzyć swoją skrzynkę milową, ale wysłanie maila okazało się niemożliwe. Znowu przydał się Skype przez, który mogłem wysłać kolejną wiadomość na stronę i o dziwo nawet 22 zdjęcia, z pól lodowych, wolno bo wolno, ale udało się przesłać. Halina Nadolska, która edytuje w Polsce stronę naszej wyprawy, odbierając te zdjęcia skomentowała, że ”Lady Dana 44” wygląda jak lodołamacz.

Przekazała ona również gratulacje dla kapitana i załogi „Lady Dana 44” od Wojtka Jacobsona, który 30 lat temu przepłynął tą samą trasę NWP z zachodu na wschód i obecnie jest znawcą żeglugi arktycznej.

Kpt. Jacobson stwierdził, że może jeszcze wcześnie na gratulacje, ale dotarcie do Pond Inlet właściwie jest już zaliczeniem przejścia północno Zachodniego, chociaż do pełnego potrzeba przekroczyć krąg polarny, do którego mamy jeszcze kilkaset Mil morskich.

O godzinie 15:55 podnieśliśmy kotwicę i w asyście kanadyjskiego okrętu wojennego nr „70”, który tylko obserwował nas bez żadnej konwersacji radiowej, ruszyliśmy przez cieśninę, obierając kurs na Grenlandie.

Rano 3 września minął dokładnie jeden miesiąc od wypłynięcia z Nome na Alasce. Za nami sztormy, pola lodowe i ponad 3 tysiące Mm, ale to jeszcze nie koniec bo rejs cały czas trwa.

Zatoka Baffin Bay przywitała nas słabym i zmiennym w sile wiatrem północnym.

 

 

Jerzy Kuśmider

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s