Bellot Strait, Fort Ross i dalej lód.

28 sierpnia po południu sunęliśmy wzdłuż brzegu po wodzie czystej od lodu. Bardzo nas to cieszyło, ale jednocześnie dziwiło bo wcześniejsze mapki lodowe pokazywały przed Cieśniną Bellota, odległej jeszcze kilkadziesiąt Mil morskich, lód nie do przepłynięcia.

Rysiek ściągnął z Internetu aktualna mapkę lodową, która bardzo poprawiła nastrój w załodze. Okazało się, że do cieśniny mamy przy brzegu wodę czystą od lodu, ale wiatr południowo wschodni zmienił kierunek na Północny i znowu zaczęła się halsówka pod wiatr.

Rano 29 sierpnia zbliżyliśmy się do Cieśniny i zobaczyliśmy na naszym AIS (Automatic Identification System) „tłok” na wodzie, jak na tutejsze warunki i nasze doświadczenie z już prawie miesięcznego rejsu było to wielkim wydarzeniem. Tak niecodzienny ruch na wodzie był wynikiem tego, że właśnie w tym dniu otwierała się możliwość przejścia tych newralgicznych cieśnin. Dla urozmaicenia mojej przedpołudniowej wachty zawołałem przez radio najbliższy statek widziany na AIS. Zapytałem go czy płynął przez Cieśninę Bellota i jakie widział warunki lodowe. Potwierdził, że do cieśniny nie ma lodu a w cieśninie jest dość dużo, ale do przepłynięcia.

Według wcześniejszych informacji od Wojtka Wejera z Toronto, który monitoruje przejścia jachtów przez Northwest Passage, wiedzieliśmy że z około 20 jachtów, które zgłosiły zamiar przejścia NWP zostało już tylko 7. Pozostałe wycofały się, albo odłożyły plan na następny rok. Z tych siedmiu, cztery płynęły ze wschodu na zachód i czekały przed wejściem do Cieśniny Bellota. Trzy w tym my płynęły z zachodu na wschód. My byliśmy z przodu, bo te dwa pozostałe czekały w rejonie Gjoa Haven a nam udało się przebić przez pole lodowe w którym dryfowaliśmy poprzednią noc i to dało nam przewagę. Jeden z jachtów płynących na wschód, to kanadyjski jacht „Altan Girl” na którym samotnie żegluje Erkan Gursoy, Kanadyjczyk pochodzenia tureckiego. Pisałem o nim, jeszcze przed rozpoczęciem naszej wyprawy, (zobacz wcześniejszy wpis na stronie www.arctic2014.bloog.pl), że Amerykańska Straż Przybrzeżna wyciągnęła go z lodów w rejonie Point Barrow.

Dla wszystkich jachtów rejon, w którym znajdowaliśmy się, był najbardziej krytyczny i dlatego jak tylko otworzyło się przejście w lodach wszyscy ruszyli.

Rejon Cieśniny Bellota jest umowną granicą dzieląca wody oceanów: Atlantyckiego i Pacyfiku, bo od tego miejsca zwykle zależy, czy jachty przepłyną, czy zostaną na zimowanie, albo wrócą z powrotem na swój ocean w zależności z której strony płynęły.

Około 25 Mm przed cieśniną, po kolei jak na defiladzie widzieliśmy w zamgleniu trzy jachty z tych co czekały po drugiej stronie cieśniny. Rysiek nawiązał z nimi rozmowę na UKF-ce. Była typowa krótka konwersacja: jakie oni mieli warunki lodowe?, jakie warunki lodowe my widzieliśmy a na koniec wzajemne życzenia dobrej żeglugi itp.

Najpierw z naszej lewej burty w zamgleniu przepłynął duży brytyjski dwumasztowiec „Novara” z Kapitanem Stephen Brown. Niedługo potem z naszej prawej burty minęliśmy czerwony kadłub jachtu również brytyjskiego „Arctic Tern”, slup 13.1 m długości z Ali i Les Parson,.

12 Mm przed wejściem do cieśniny minęliśmy kanadyjski jacht „Gjoa” (dawna nazwa „Asma”), 13 m aluminiowy slup.

Wpłynęliśmy do cieśniny i zgodnie z oczekiwaniem pokazał się lód, ale to było nic w porównaniu z naszym wcześniejszym doświadczeniem z polem lodowym. Wszyscy wybiegli na pokład z aparatami i kamerami. Było to wielki wydarzenie, bo podobnie jak Kanał Panamski, ta cieśnina praktycznie też dzieli Pacyfik od Atlantyku, ponieważ inne miejsca na północ, rzadko są używane w przejściach Northwest Passage.

Od dawna nie widzieliśmy wysokiego skalistego brzegu, bo brzegi w Arktyce Alaski i Kanady są bardzo niskie i niczym nie są porośnięte. W samej cieśninie żegluga była spokojna, jedynie trzeba było trochę lawirować pomiędzy growlerami, ale pokazywały się też dłuższe odcinki czystej od lodu wody. Wychodząc już z cieśniny, po prawej burcie minęliśmy najdalej wysunięty na północ punkt kontynentu amerykańskiego. Dalej to tylko wyspy i wieczne lody zalęgające Biegun Północny.

O godzinie 20:30 zakotwiczyliśmy w Fort Ross, który jest zatoczce, na brzegu której nie ma żadnej zabudowy mieszkalnej. Jedynie stoją dwa historyczne domki Hudson Bay Company.

Na środku zatoki stał na kotwicy norweski holownik „Tandeberg Polar”, ciągnący sprzęt do wydobywania wraków. Z holownika tego przypłynęła mała łódka motorowa na której były dwie osoby. Wywiązała się krótka rozmowa. Okazało się, że jest to holownik płynący do Cambridge Bay w celu podniesienia z dna historycznego statku „Maud”, Roalda Amundsena, który od lat leży tam na dnie, ale w dużej części wystaje z wody. Po pierwszym w historii przepłynięciu Przejścia Północno Zachodniego (1906), statek ten został sprzedany przez Amundsena i przez lata do czasu jego zatonięcia, pływał na tych wodach. Obecnie jest on atrakcją Cambridge Bay. Wcześniej pisałem, że nasz krótki postój w Cambridge Bay, uniemożliwił nam jego zwiedzenie.

Norwegowie załatwili prawo własności i zezwolenie na wydobycie wraka. Sprowadzenia do Norwegii statku „Maud” jest wielkim projektem, trwającym już kilka lat, Statek ten ma być eksponowany w muzeum stoczni, gdzie został wybudowany. W tym roku przypłynął ten holownik z ekipą, która ma podnieść wrak na powierzchnię wody. Zimą wrak ma wysuszyć się w arktycznym klimacie i w następnym sezonie będzie holowany do Norwegii. Na razie nie jest jeszcze pewne którędy, czy przez Arktykę Rosyjska, czy przez Atlantyk. Zależy to od uzyskania odpowiednich pozwoleń.

Zaprosiliśmy tych dwóch Norwegów do mesy „Lady Dana 44” na nasze wieczorne party, celebracji przepłynięcia na stronę Atlantyku. Po przejściu Bellot Strait można już przyjąć, że lody nas nie zatrzymają i osiągniemy cel wyprawy przez Northwest Passage.

Nasi goście dużo opowiadali o ich przedsięwzięciu, mówili, że już kilka dni czekają z tej strony Cieśniny na pozwolenie władz kanadyjskich na płyniecie z tak nietypową misją. Rozmowy, oglądanie filmu z zeszłorocznego przepłynięcia „Lady Dana 44” przez Northeast Passage oraz śpiew przy gitarze, trwał do późnych godzin nocnych.

30 sierpnia rano o godzinie 8 wyszedłem na wachtę kotwiczną. Świeciło piękne słonce i do zatoki prąd wnosił duże growlery, które omijały jacht z dwóch burt.

Na AIS zobaczyłem coś wpływające do zatoki, zanim zdążyłem zidentyfikować na ekranie plotera, co to płynie zobaczyłem maszt jachtu. Wyszedłem na pokład i zobaczyłem płynący w naszym kierunku Australijski jacht „Drina” Kecz o długości 55 stóp prowadzony przez Michaela Thurstona. Jacht „Darina” podpłynął bardzo blisko „Lady Dana 44” i w pierwszych słowach z jego pokładu usłyszałem gratulacje z ich strony. Podziękowałem i pożyczyłem im tego samego. Po krótkiej rozmowie, odpłynęli bez zatrzymywania, bo spieszyli się do Cieśniny Bellota. Na krótko podpłynęli jeszcze do stojącego w zatoce norweskiego holownika.

Nasi wczorajsi goście zaoferowali nam transport na ląd na ich dużej aluminiowej łódce, bo pompowanie naszego pontonu byłoby bardziej pracochłonne.

Na lądzie są tylko dwa małe historyczne budynki wybudowane przez Hudson Bay Company. Kiedyś firma ta rozwijała swoja działalność na te arktyczne rejony a obecnie pozostały tylko, jako pomniki dawnej historii, te dwa domki. Jeden z nich obecnie jest miejscem kultowym przepływających jachtów. Drzwi wejściowe, dla ochrony przed niedźwiedziami polarnymi, są zastawione deskami. Żeby wejść do środka, najpierw trzeba wszystkie te deski po kolei wyjąć i odstawić na bok. Wtedy można dopiero otworzyć drzwi i wejść do środka. Wewnątrz jest całkiem dobrze zagospodarowany domek traperski. Są tam łóżka do spania, piecyk, kuchenka, trochę żywności pozostawianej przez odwiedzających to miejsce. Na ścianach, na deskach obramowujących lóżka i wszędzie tam gdzie jest jeszcze możliwość, są pamiątkowe napisy, często z ciekawymi rysunkami, tych co tutaj byli. Bez trudu odnaleźliśmy napisy jachtów: Nekton” i „Stary”, które były w roku 2006, oraz jachtu „Katharsis II” w roku 2012.

Oczywiście my zostawiliśmy nasz wpis na ścianie, z listą całej naszej załogi. Jest tam też książka pamiątkowa, ale ta jest zmieniana co jakiś czas i obecna rozpoczęła się jesienią 2013 roku. W tej księdze pamiątkowej też zostawiliśmy nasz wpis.

Drugi domek obecnie jest zaniedbany, okna powybijane, wyposażenie wnętrza jest w rozsypce. Wyglądał na to, że niedźwiadki tam zaglądają do środka.

Przez cały czas pobytu na lądzie trzeba było uważać na te niedźwiedzie. Dla bezpieczeństwa zabraliśmy z jachtu karabin, tak na wszelki wypadek. Na szczęście żadnego misia nie widzieliśmy, ale załoga holownika mówiła, że dzień wcześniej widzieli białe niedźwiedzie spacerujące po brzegu.

Po południu ruszyliśmy dalej w drogę. Wieczorem mijaliśmy pojedyncze growlery.

31 sierpnia rano woda dookoła wyglądała jak na jeziorze, nie było widać żadnej, nawet najmniejszej zmarszczki od wiatru. Tak samo na niebie, żadnej chmurki. Można by powiedzieć, pogoda plażowa, tylko że temperatura powietrza 2 stopnie C. Przed południem zaczęło pokazywać się na wodzie coraz więcej lodu. Lodowe growlery w słońcu mieniły się różnym barwami. Maszt i olinowanie jachtu dawało bardzo ciekawie cień na mijanych przez nas białych płaszczyznach lodu. Słońce w Arktyce świeci pod bardzo małym kątem i dlatego cień masztu rozciągał się bardzo daleko od burty jachtu.

Wpłynęliśmy w gęste pole lodowe. Nie widać było gdzie płynąc dalej, wszędzie dookoła tylko lód. Był pora na śniadanie więc stanęliśmy w dryf w tym lodzie i spokojnie zjedliśmy. Po śniadaniu Andrzej wszedł na maszt i starał się wypatrzyć czystszą wodę. Nie wyglądało to ciekawie, ale powoli ruszyliśmy cały czas ocierając się i manewrując w lodzie.

 

Jerzy Kuśmider

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s