Na Oceanie Arktycznym, sztorm, zimno, lód i mgła.

 

Dzisiaj jest niedziela, mija dokładnie tydzień od wypłynięcia z Nome i prawie tysiil morskich za nami.

Arktyka zdążyła pokazać swoje oblicze.

 

Po dwóch dobach spokojnej żeglugi internetowa prognoza pogody z Griba nie wyglądała zachęcająco.

Minęliśmy „Point Hope” ostatni „Punkt Nadziei” dla nas to znaczy miejsce gdzie była jeszcze możliwość schowania się przed północno-wschodnim sztormem.

Rysiek zawołał przez UKF-ke holownik ciągnący barki, myśląc że może wiedzą coś więcej o lokalnych warunkach pogodowych i lodowych. Nic więcej nie powiedzieli niż to co wiedzieliśmy z naszych informacji z netu. Wywiązała się miła rozmowa, jedynie co zasugerowali to cofnięcie się do tego Point Hope. Nie miało to dużego sensu bo stracilibyśmy zbyt dużo czasu i nie było gwarancji co byłoby dalej, a poza tym sztorm do 8 w skali Beauforta jest do przeżycia. Nasz rozmówca, słysząc o naszych planach żeglugi wyraził swoje zdanie angielskim zwrotem zdziwienia i jednocześnie uznania „O boy, O boy! Niedługo potem holownik z barką zbliżył się do nas i przeciął nam kurs. Prawdopodobnie chciał nas zobaczyć z bliska.

Na okazję spotkania ze sztormem zmieniliśmy dużą genuę na foka, który lepiej sprawdza się w trudnych warunkach a dodatkowo lepiej zwija się na sztagu, bo jest mniejszy i wykonany z mocniejszego materiału.

Wieczorem jeszcze na spokojnej wodzie odbyły się urodziny Lecha. Oczywiście był toast urodzinowy i gromkie STO LAT

Następnego dnia, zaczęło się… Najpierw słońce, które dotychczas krążyło dookoła horyzontu schowało się za chmury. Wiatr zaczął tężeć. Zbliżyliśmy się trochę do brzegu, gdzie mięliśmy mniejszą falę, ale potem zwrot i znowu na odsłonięte morze. Wiatr do ośmiu stopni w skali Beuforta, chwilami trochę słabł do szóstki, żeby znowu pokazać co to znaczy żegluga za Kręgiem Polarnym i tak bez zmian ponad trzy doby.

Wewnątrz jachtu wszystko było na swoim miejscu. Niestety przygody nie ominęły mojego komputera, wyleciał on z mojej koi na podłogę. Wydawało mi się, że był tam dobrze zabezpieczony, ale nie na taki sztorm. Na szczęście nie zepsuł się, bo był dobrze opakowany i mogę pisać tą relacje, ale później już na spokojniejszej wodzie.

Najbardziej sztorm pokazał nam co on potrafi przy przylądku Point Barrow. Krótkie zygzaki po kilkanaście Mil morskich i cały czas ostre piłowanie pod wiatr i przeciwny 3 węzłowy prąd na bardzo zredukowanym foku z pomocą silnika. To dawało szanse płynięcia i wolnego posuwania się do przodu.

Temperatura powietrza spadła do 2 stopni Celsjusza. Bryzgi fal zalewały cały pokład. Najbardziej uciążliwe były uderzenia kadłuba o falę, sprawiające wrażenie jakby stalowy jacht miał się rozpaść, ale „Lady Dana 44” bardzo dobrze dawała sobie radę. Coraz bardziej przekonywałem się, że to bardzo dzielny jacht i czuje się na nim bezpiecznie.

Jest na nim duży komfort żeglugi. To co najbardziej dokucza żeglarzom w tym rejonie to temperatura. Mamy podział na trzy jachtowe temperatury. Pierwsza to ta powietrza na zewnątrz, około zera st. C, druga w „przedsionku” to znaczy pod stalową budą osłoniętą z tyłu brezentem z miękkimi szybami, gdzie utrzymuje się około 10 st. C. W kabinie jachtu mamy około 18 st. C.

Normalnie wachta pokładowa nie musi marznąć na wietrze, wystarczy od czasu do czasu wyjść z budki i zrobić z żaglami, albo kursem to co potrzeba. Jak pokazały się później góry lodowe to o wygrzewaniu się w budce już nie było mowy.

Point Barrow najbardziej na północ wysunięty punkt stałego lądu kontynentu północno amerykańskiego okazał się dla nas bardzo trudny do zdobycia. Przeciwne prądy kręcące z różnych kierunków i sztormowy wiatr bronił minięcia tego punktu zwrotnego na trasie Northwest Passage.

Wreszcie udało się 9 sierpnia o 08.00 akurat przy zmianie wachty mogliśmy zmienić kurs na wschód.

Dalej nie było łatwo bo też trzeba było trochę zygzakować (halsować) pod wiatr ale to już był relaks w porównaniu do ostatnich dni.

Dla odmiany temperatura spadła do zera. Nawet w słońcu było zimno i na wachtę trzeba było dobrze ubierać się, ciepłe rękawice to podstawa.

Po południu pokazały się pierwsze górki lodowe. Podczas słonecznej, ale mroźnej pogody, nawet całkiem przyjemnie było je omijać, tylko minimalnie zmieniając kurs.

Przypomniała mi się żegluga przy lodowcach południowej Alaski, ale tutaj jest trochę inaczej. Tam starałem się płynąć przez pole lodowe żeby dotrzeć jak najbliżej do czoła lodowca a potem z powrotem. Tutaj nie ma wyboru trzeba płynąć do przodu jeżeli chcemy przepłynąć Northwest Passage.

Dzisiaj 10 sierpnia, jesteśmy już ponad 100 Mm na wschód od Point Barrow.

O godzinie 08:00 wyszedłem na wachtę. Świeciło piękne słońce, ale w Arktyce wszystko może zmienić bardzo szybko. Wkrótce wpłynęliśmy we mgłę bardzo ograniczająca widoczność. W takiej mgle trudno wypatrzyć kolejne górki lodowe. Zaparowane szyby w budce ograniczają widoczność, dlatego aby lepiej widzieć trzeba stać na zewnątrz

Niektóre górki lodowe, większe od kadłuba jachtu dostrzegałem dość późno, ale sprawnie byłem w stanie je ominąć. W takiej sytuacji przychodziły mi do głowy różne myśli, najważniejsza z nich to świadomość, że sam stoję na pokładzie i wypatruję ten niebezpieczny lód, a tam w środku, w cieple jest szóstka kolegów których bezpieczeństwo zależy w tym momencie ode mnie.

Wojtek Wejer z Toronto, który pilotuje jachty płynące przez Northwest Passage powiedział w satelitarnej rozmowie telefonicznej, że w tej okolicy możemy spodziewać się więcej lodu przy brzegu. Jesteśmy już blisko podanej przez niego długości geograficznej. Zobaczymy jak będzie.

 

Jerzy Kuśmider

2 myśli na temat “Na Oceanie Arktycznym, sztorm, zimno, lód i mgła.

  1. Jurek,.,..,Dzieki za super opis tej trudnej i ciekawej wyprawy Jachtem Lady Dana 44,.,,
    Pozdrowienia z Vancouver dla calej zalogi ,..,Jurek . G. Jeszcze raz Przesylamy dla Leszka Wszystkiego najlepszego w Dniu Urodzin Jurek i Basia

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s