Zanim oddaliśmy cumy.

                                             

           Prawdziwa przygoda zaczyna się w głowie, a nie jak sądzi większość  w trakcie wyjazdu. Tak było i tym razem . Wszystko zaczęło się  już w zeszłym roku kiedy Rysiek Wojnowski kapitan i właściciel s/y Lady Dana 44, a prywatnie mój serdeczny przyjaciel zaproponował mi udział w drugiej  części wyprawy wokół Bieguna Północnego. Ponieważ taki rejs nie zdarza się często, a pokonanie North-West Passage jest wyjątkowym wyzwaniem dla żeglarza, nie mogłem się nie zgodzić. Od tego czasu jak to ujęła moja kochana żona wszystko kręciło się wokół rejsu, a ja byłem” zakręcony” niczym słoik na zimę. Dzisiaj kiedy wspominam ten czas sam siebie podziwiam, bo ogarnąć sprawy bieżące, firmę,rodzinę, i przygotować wszystko na moją 2 miesięczną nieobecność było naprawdę ciężko. W sumie zawdzięczam to mojej wspaniałej  rodzinie bo bez ich pomocy i wsparcia nie mógłbym nawet pomarzyć o wyprawie, a co dopiero w niej uczestniczyć.

Podjęta decyzja uruchomiła wyobraźnię i przygoda się zaczęła .

Ponieważ jacht  zimował w Vancouver start do drugiego  etapu musiał się odbyć albo z Kanady albo z USA, a tam lecieć i wsiąść  na jacht bez zwiedzania to dla mnie stanowczo za mało. Właśnie kombinowałem jak sobie urozmaicić tą podróż, kiedy zadzwonił do mnie Józek Garczarczyk również członek załogi LD44 w rejsie przez NWP z propozycją wspólnego kilkudniowego trekkingu przed rejsem. Oczywiście z wielką ochotą przystałem na propozycję i ekspresowo uzgodniliśmy ,że jedziemy 10 dni wcześniej żeby zobaczyć trochę świata, a przy okazji lepiej się poznać. Teraz kiedy nasza lądowa eskapada jest już historią mogę powiedzieć, że  był to strzał w dziesiątkę. Józek mimo,że starszy ode mnie i  z poważnym profesorskim tytułem mimo moich wcześniejszych obaw  okazał się świetnym kompanem  ”do bitki i wypitki.”Dzięki jego szczegółowemu planowaniu oraz nawiązanym kontaktom z Polonijnymi żeglarzami odbyliśmy niezapomnianą podróż po Alasce i jak sądzę naprawdę się polubiliśmy.

Plan mieliśmy prosty. Polecieć do Kanady,a stamtąd  do Anchorage na Alasce skąd wypożyczonym samochodem odwiedzić park narodowy Denali u podnóża szczytu Mt. Kinley najwyższej góry  Ameryki Północnej. Wybór nie był przypadkowy bowiem Denali to prawdziwa turystyczna perła, przyciągająca turystów z całego świata i oferująca takie atrakcje o jakich wcześniej nie mogliśmy nawet pomyśleć. Zanim jednak dotarliśmy na Alaskę odwiedziliśmy Toronto dokąd liniami Lufthansa dolecieliśmy z Frankfurtu. Nic by w tym nie było specjalnego  gdyby nie wspaniałe przyjęcie jakie zgotowali nam kanadyjscy polonusi. Józek już kilka miesięcy wcześniej zaanonsował nasze przybycie wśród polonijnych żeglarzy więc mieliśmy przyrzeczony nocleg .Ja z kolei miesiąc przed wyjazdem miałem odwiedziny „przyszywanej” rodziny z  Kanady i kiedy im oznajmiłem ,że niebawem będę lądował w Toronto – druga baza była gotowa. Dolatując do Toronto zachodziliśmy z Józkiem w głowę jak to zrobić żeby nikogo nie urazić ale gościć w obu domach. Na szczęście trafiliśmy na wspaniałych ludzi i już na lotnisku uzgodniliśmy kto gdzie  kiedy i z kim. Pierwszy wieczór i nocleg spędziliśmy w domu Kasi i Gerarda Natanków, którzy przyjęli nas niezwykle ciepło i po polsku. Mimo, że byliśmy zmęczeni  długim lotem i przesunięciem czasu – żeglarskim opowieściom nie było końca.

Przyjecie u Natankow

Było nam tym bardziej miło bo na ten przy witalny wieczór przybyła również zaproszona przez Gerarda „moja kanadyjska rodzina.” Trudno mi opisać ile wspólnych tematów  i nie tylko żeglarskich historii zostało opowiedzianych do 3 nad ranem ale jedno było pewne od początku – czuliśmy się jak u siebie. Kasia i Gerard należą do wielkiej żeglarskiej rodziny Natanków znanej w świecie żeglarskim przede wszystkim z rejsu przez Przejście Północno-Zachodnie w 2006 roku na  zbudowanym własnoręcznie jachcie „Nekton”. Właśnie z tego powodu zależało nam bardzo na spotkaniu z Gerardem i załogą” Nektona „do którego zresztą doszło i mieliśmy sobie wiele do powiedzenia .My,chociaż 8 lat później również wybieramy się przez North -West Passage chociaż w przeciwnym kierunku  i każda rada, a szczególnie tak doświadczonych żeglarzy jest dla nas bardzo cenna. Kolejne dni i wieczory były wypełnione po brzegi zarówno programem turystycznym przygotowanym przez „moja kanadyjską rodzinę „jak i wieczornymi spotkaniami.

Niagara

Jednego dnia Teśka i Graham zabrali nas nad Niagarę, a drugiego zwiedzaliśmy Toronto łącznie z wjazdem na Wieżę Telewizyjną  CNT. Dzięki ich uprzejmości i zorganizowaniu wieczoru pożegnalnego mieliśmy również możliwość dłuższego spotkania z Wojtkiem Wejerem  znanym wszystkim żeglarzom- przewodnikiem po North-West Passage. Wojtek od wielu lat pasjonuje się historią przejść przez NWP i pilotuje większość jachtów przechodzących tą trudną trasę.

Konsultacje nawigacyjne

Rozmowa o obecnej sytuacji lodowej i najtrudniejszych odcinkach trasy ,a także otrzymane od Wojtka informacje i instrukcje z pewnością przydadzą się w trakcie rejsu. Podsumowując muszę przyznać,że nie spodziewaliśmy się tak wspaniałego przyjęcia ,a pobyt u naszych kanadyjskich przyjaciół  na długo pozostanie w naszej pamięci.

Z Toronto przez Chicago polecieliśmy do Anchorage  aby tam rozpocząć nasz szczegółowo zaplanowany przez Józka pobyt na Alasce.

O tym jak było i co się tam zdarzyło opowiem w następnym blogu.

Teraz kiedy piszę te słowa jesteśmy  z Józkiem już w Nome i klarujemy  jacht  do wyjścia w morze..Zostały 2 godziny  i cumy zostaną oddane !

Tekst i zdjęcia Daniel Michalski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s